Jakie wykształcenie powinno predestynować do zasiadania w radach miast? Z przedstawicieli jakich zawodów powinna się składać dobrze działająca rada?
Niewątpliwie przydało by się kilku politologów, szczególnie tych o specjalizacji samorządowej. Na pewno prawnicy, którzy zapewniliby wysoką jakość stanowionego prawa lokalnego. Dwóch-trzech architektów-urbanistów bo istotną częścią pracy są kwestie zagospodarowania przestrzennego. Ze względu na budżet, podatki lokalne itp. na miejscu na pewno byliby ekonomiści. Czy jednak takie wykształcenie i doświadczenie zwiększa szansę na sukces w wyborach lokalnych? Nic bardziej mylnego.
Jeżeli jakiś młody człowiek chciałby związać swoją przyszłość z funkcją radnego w samorządzie lokalnym nie powinien studiować politologii, prawa, ekonomii czy architektury. Nie powinien również budować kariery urzędnika samorządowego (tym bardziej że zatrudnienia w jednostkach samorządowych nie można łączyć z funkcją w organie tegoż samorządu – a dieta zazwyczaj będzie kilkukrotnie niższa od pensji, którą trzeba by utracić).
Gdyńscy radni nie zostawiają suchej nitki na projekcie Infoboksu, w którym prezentowane mają być m.in. miejskie inwestycje. Protestują nawet proprezydenccy radni z Samorządności. Awantura przerodziła się w nadzwyczajne spotkanie z Wojciechem Szczurkiem.
- Projekt był przygotowywany przez dwa lata, a dowiedzieliśmy się o nim z mediów. Nie można było go opiniować podczas pracy komisji. O takich kwestiach powinniśmy rozmawiać w inny sposób. Jestem tym sfrustrowany i wcale tego nie kryję - denerwuje się Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, radny Samorządności.
O co chodzi? O zaprezentowany przed tygodniem z wielką pompą projekt Infoboks. To budowla, która ma stanąć na skwerze u zbiegu ul. Świętojańskiej i 10 Lutego
. Jej konstrukcja ma składać się z 65 kontenerów. Będą w nim prezentowane inwestycje - nie tylko miejskie, ale także makiety także spółek prywatnych, które np. zabudują gdyńskie nabrzeże.
Stworzenie kontenerowego kompleksu ma kosztować 6 mln zł.
W polskiej debacie publicznej status zbliżony do dogmatu zyskało przeświadczenie o wyjątkowym sukcesie reformy samorządowej, a świat samorządu przedstawiany jest często jako proste przeciwieństwo ciemnego i brudnego świata polityki na szczeblu krajowym.
Oczywiście chwila namysłu i prosta logika podpowiadają że tak być nie może. Samorządowcami i politykami ogólnokrajowymi są przecież tacy sami (a często i fizycznie ci sami) ludzie, działający w tym samym kraju, w tym samym systemie prawnym, kulturze politycznej, obiegu medialnym itp.
Temat od 5:40, moja króka wypowiedź 8:40
Jak na razie nikt nie miał odwagi tego oficjalnie powiedzieć, ale polska Marynarka Wojenna znajduje się faktycznie w stanie likwidacji. Trzon floty stanowią okręty kilkudziesięcioletnie, wyposażone często w archaiczne uzbrojenie.
Po 2020 z obecnego stanu marynarki (ponad 40 okrętów) w służbie pozostanie kilka trałowców i okręt wsparcia logistycznego. Reszta jednostek zostanie po prostu technicznie wyeksploatowana do stanu złomu, a nie ma obecnie żadnego programu budowy czy zakupu okrętów, które miałyby je zastąpić.
W ostatnich tygodniach minister Siemoniak zapowiedział anulowanie dwóch kosztownych remontów – fregat z amerykańskiego demobilu („Pułaski” i „Kościuszko”) oraz okrętów rakietowych typu Tarantula (to z kolej konstrukcje radzieckie). Jednocześnie bardzo krytycznie, choć nie definitywnie, wypowiedział się o kontynuacji budowy korwety „Gawron”, której doprowadzenie do stanu gotowości bojowej prawdopodobnie kosztowałoby blisko miliard złotych.
Po długich miesiącach przepychanek między mieszkańcami a urzędnikami na najbliższej sesji Rady Miasta Gdyni głosowany ma być w końcu pierwszy obywatelski projekt uchwały, który już w 2010 r. złożyła grupa kilkuset gdynian.
otychczasowe próby poddania go pod procedowanie spaliły na panewce, a kolejne argumenty, uzasadniające odmowę, jakie przy tych okazjach padały z ust pracowników magistratu, wywoływały coraz większy niesmak wśród opozycyjnych radnych Gdyni. Zniecierpliwieni rajcy postanowili w związku z tym zastosować fortel i pięciu z nich podpisało się pod projektem uchwały zamiast mieszkańców.
Zgodnie z przepisami taka liczba podpisów radnych wystarczy, aby dokument poddać pod głosowanie. Wczoraj rano w Biurze Rady Miasta obywatelski projekt, dotyczący zobowiązania władz Gdyni do wspierania mikroprzedsiębiorców, złożył radny PiS Paweł Stolarczyk. Oprócz niego dokument zdecydowali się podpisać jego partyjny kolega Marcin Horała oraz trzech rajców PO - Mirosława Król, Łukasz Cichowski i Ireneusz Bekisz.
Budowa portu w Gdyni w dwudziestoleciu międzywojennym była przykładem świadomej realizacji strategicznych interesów państwa. Do podobnego znaczenia zaczyna współcześnie urastać kwestia pogłębienia gdyńskiego portu.
Cechą charakterystyczną handlu towarami drobnicowymi (a więc zasadniczo wszystkimi poza surowcami naturalnymi, zbożami itp.) jest wzrastająca ich konteneryzacja. Polska w tym zakresie szybko goni świat. Możemy więc powiedzieć że z grubsza rzecz biorąc handel i transport równa się kontener. A kontener na dalszych trasach równa się statek. Udział innych środków transportu w międzykontynentalnym obrocie kontenerowym jest mikroskopijny.
Tendencją wyraźnie zarysowaną w minionych latach jest zwiększenie tonażu a co za tym idzie zanurzenia statków kontenerowych. Ogromne statki klasy New Panamax (ładowność ponad 10-tys. kontenerów 20-stopowych, zanurzenie ponad 15m) wchodzą na linie oceaniczne co powoduje zjawisko „kaskadyzacji” - spychania w dół drabinki połączeń dużych statków klas Post Panamax i Post Panamax Plus (odpowiednio do 13 i 14 metrów zanurzenia).
Felieton w ramach dwugłosu w "Gazecie Świętojańskiej"
Ostatnia sesja 2011 roku obfitowała w ciekawe i istotne uchwały i towarzyszące im spory. Widać było choć na chwilę żywe lokalne forum debaty publicznej. Można powiedzieć że ta sesja zbliżyła się do mojego ideału sesji. No może z wyjątkiem wyników głosowań. Dlatego tym razem skupię się na jej w miarę dokładnym zrelacjonowaniu.
Najważniejszym projektem omawianym na sesji był budżet na rok 2012. Co rzadkie - budżet poparty jednogłośnie, również przez radnych opozycji. Za innych radnych opowiadał nie będę, natomiast opowiem dlaczego ja zdecydowałem się budżet poprzeć. Otóż pomimo, iż budżet ten nie budzi jakiegoś szczególnego entuzjazmu, to jednak w swojej podstawowej konstrukcji jest poprawny. Nazwałem ową konstrukcję oszczędną i bezpieczną.
Gdy piszę te słowa, na kilka dni przed końcem roku, zdecydowana większość jednostek samorządu terytorialnego ma już uchwalone budżety na przyszły rok. Jeżeli jednak władze któregoś z nich myślą, że czeka ich spokojna realizacja owych budżetów – to się grubo mylą. W 2012 roku rząd zastawił szereg pułapek, istnych wilczych dołów, w które mogą powpadać lokalne budżety.
Pułapką najmniej niespodziewaną, można powiedzieć tradycyjną, jest nakładanie na samorządy kolejnych obowiązków bez przekazywania źródeł ich finansowania. Ot chociażby nowa ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej wygeneruje w skali kraju nowe koszty dla samorządów rzędu kilkuset milionów złotych. Również jeżeli np. jakiś burmistrz czy radny wziął na serio rządowe deklaracje o dofinansowaniu opieki przedszkolnej z jesieni tego roku to, no cóż – śmierć frajerom.
Polski ustawodawca dość surowo ograniczył gminom możliwość zadłużania się. Podstawowy wymóg to nie przekraczanie przez zadłużenie długoterminowe wysokości 60% rocznych dochodów gminy. Tymczasem zaciąganie zobowiązań to dla lokalnych włodarzy najprzyjemniejszy sposób finansowania inwestycji (nie trzeba nikomu nic zabierać), a ze względu na inne uwarunkowania jak np. narzucanie ustawami sztywnych wydatków – często jedyny dostępny sposób. Pojawiła się więc potrzeba by te ustawowe limity jakoś obejść. Dla chcącego nic trudnego.
- Projekt o wspieraniu drobnej przedsiębiorczości najpierw odrzucono ze względu na błędne zatytułowanie kart, a potem za to, że karty z podpisami były spięte spinaczem - tak traktuje się obywatelską inicjatywę uchwałodawczą w Gdyni.
Obywatelska inicjatywa uchwałodawcza obowiązuje w Gdyni od półtora roku. W tym czasie złożono trzy projekty z czego pierwszy aż trzykrotnie. Według radnych, winny temu jest przede wszystkim przewodniczący Rady Miasta Gdyni Andrzej Szwabski, który blokuje wszelkie obywatelskie projekty.
- Projekt o wspieraniu drobnej przedsiębiorczości najpierw odrzucono ze względu na błędne zatytułowanie kart, a potem za to, że karty z podpisami były spięte spinaczem, a nie zszyte zszywaczem. Za trzecim razem projekt odrzucono dlatego, że... był składany trzeci raz. W sensie formalnym z każdym złożeniem jest to nowy projekt, a zszyte tym razem karty z podpisami były te same, co składane za drugim razem. Według miejskiego prawnika "rodziło to podejrzenie fałszerstwa", bo najwyraźniej przy każdym złożeniu nawet jednobrzmiącego projektu trzeba od nowa zbierać podpisy - wylicza Marcin Horała, radny Prawa i Sprawiedliwości.
Felieton w ramach dwugłosu w "Gazecie Świętojańskiej":
Politologia wyróżnia obok klasycznej władzy decydenckiej również władzę do nadawania agendy. W demokracji długofalowo władza do nadawania agendy nie jest czymś, co można by lekceważyć. Ośrodek mający władzę nadawania agendy może wprowadzać do debaty publicznej kwestie niewygodne dla ośrodka z władzą decydencką. W skrajnym przypadku ciągłe egzekwowanie władzy decydenckiej przy narzuconej przez konkurenta agendzie (czyli na przykład odrzucanie projektów popularnych społecznie) może doprowadzić do utraty władzy decydenckiej (najprościej przez przegranie wyborów). Dlatego moje zdziwienie, a nawet pewien szacunek, wzbudziło to, iż nasz gdyński obóz władzy (zazwyczaj bardzo pazerny na każdy okruszek owej władzy) zdecydował się dobrowolnie oddać kawałeczek władzy do nadawania agendy - wprowadzając instytucję obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej.
Gdynia to miasto-legenda II Rzeczypospolitej. Symbolizowało zdolność ówczesnej Polski do podejmowania inicjatyw na najwyższym światowym poziomie. Do świadomego określania i konsekwentnej realizacji strategicznych celów polskiej wspólnoty politycznej. Jednocześnie było wielkim projektem zwrócenia Polski ku morzu i pozyskania dla kraju długofalowych korzyści z nadmorskiego położenia.
To samo miasto może obecnie stanowić przykład braku takiego perspektywicznego myślenia, braku przemyślanej realizacji narodowego interesu w realiach III RP. Jak w soczewce skupiają się w nim efekty odwrócenia się Polski od morza, ignorowania atutu, jakim morze powinno być dla polskiej gospodarki.
Nie wszyscy wierzą, że po zmianie statutu Gdyni, mieszkańcom łatwiej będzie zgłaszać uchwały obywatelskie pod obrady rady miasta. Radni opozycji otwierają więc szeroko drzwi i obiecują, że nawet nie będą patrzeć kto wchodzi.
Zgodnie ze zmianami w statucie miasta Gdyni, uchwałę obywatelską mogą złożyć już trzy osoby po uzyskaniu 50 podpisów mieszkańców. Podpisy trzeba będzie trzeba zbierać na formularzach opracowanych przez radnych. Każdy z formularzy będzie miał stosowny nagłówek, mówiący o tym, czego dotyczą zebrane podpisy. Wcześniej zdarzało się, że urzędnicy odrzucali je argumentując, iż podpisy mogły być zebrane w dowolnej sprawie i tylko dołączone do wniosku obywatelskiego.
Wcześniej uchwały obywatelskiej w Gdyni praktycznie nie dało się złożyć.